
Most na Dunajcu pod Melsztynem, wysadzony przez wycofujące się wojska niemieckie w styczniu 1945 roku.
2026-06-11Postać, która wzbudza podziw i inspiruje do dążenia do świętości.
Jej życie pełne było trudów, cierpień i duchowych poszukiwań, które przybliżały ją do Boga.
„Urodziłam się dnia 25 czerwca roku 1603, nade dniem w piątek, nazajutrz po Św. Janie Krzcicielu i po oktawie Bożego Ciała; tak przypadł ten dzień. Chciałam się ja w kościele urodzić w dzień sam oktawy Bożego Ciała, jako matka weszła za procesją do kościoła przy chowaniu Najświętszego Sakramentu, ledwo ją z kościoła wynieśli”.
Tak rozpoczyna swoją Autobiografię Sł. B. Matka Teresa od Jezusa Marianna Marchocka. Jest to pierwsza autobiografia mistyczna i w ogóle pierwsza autobiografia napisana w języku polskim przez kobietę.
Marianna Marchocka urodziła się w naszych Stróżach w rezydencji starosty czchowskiego Pawła Marchockiego, żonatego z Elżbietą z Modrzejowskich. Razem wychowywali 3 dzieci, 2 córki – Elżbietę i Mariannę i syna Mikołaja. Rodzina Marchockich herbu Ostoja należała do średniozamożnej szlachty małopolskiej. Jej gniazdem rodowym była wieś Marchocice, koło Miechowa. Dobrami Pawła Marchockiego nadanymi przez króla było kilka wsi królewskich naszego regionu: Stróże, Wola Stróska, Borowa, Dzierżaniny, oraz dobra w powiecie wiślickim i pilzneńskim.
O życiu religijnym rodziny Marchockich wiemy tylko to, co zanotowała Marianna w swojej autobiografii. Ojciec zajmując się sprawami publicznymi często przez długie okresy przebywał poza domem, więc wychowaniem dzieci zajmowała się matka. Jednak, mimo to uważał, że to tylko on ma prawo decydowania o przyszłości swoich dzieci. Przeciwieństwem stanowczego, a nawet czasem despotycznego i gwałtownego ojca, była matka. Była osobą bardzo religijną, co zapewniło dzieciom staranne i bardzo religijne wychowanie. Regularnie uczestniczyła we Mszy Św. w kościele w Zakliczynie, często przystępowała do sakramentów św. Była wielką czcicielką Męki Pańskiej i Maryi, Matki Chrystusa. Wiele razy pielgrzymowała do Częstochowy. Ta wielka pobożność Elżbiety Marchockiej, znalazła swoje odzwierciedlenie w życiu jej dzieci, a zwłaszcza córek.
Okoliczności przyjścia na świat Marianny były dramatyczne i głęboko zapisały się w pamięci matki, która po wielu latach opowiedziała je swojej córce.
A zaczęło się tak: Matka będąc już w zaawansowanej ciąży spadła z wozu. Bojąc się o życie dziecka, a jeszcze bardziej, żeby nie umarła bez chrztu, udała się do Częstochowy, by prosić Pannę Najświętszą, żeby jej dziecko dożyło porodu i nie zostało bez Boga przez całą wieczność. Marianna urodziła się z zapadniętym ciemieniem, co jednak nie wpłynęło na jego wygląd zewnętrzny, jednak miało znaczny wpływ na jej zdrowie. Niedługo po urodzeniu na skutek krwotoku, prawdopodobnie wskutek niedbalstwa położnej dziecko zaczęło sinieć. Kolebkę z dzieckiem zasłoniętą chustą przed muchami wystawiono więc na podwórze, by zaczerpnęło świeżego powietrza. Szczęśliwym trafem sąsiadka przyjechała do Marchockich, by zobaczyć najmłodszą z Marchockich.
Przerażona widokiem niemowlęcia tonącego we własnej krwi wszczęła alarm. Dziecko nie dawało oznak życia. Przywołany z Zakliczyna ksiądz, przekonany, że dziecko już nie żyje nie chciał go ochrzcić. Dokonał chrztu św. dopiero wtedy, kiedy dziecko okadzane przez długi czas silnymi ziołami zaczęło kichać. Kobieta zaś, która opiekowała się dzieckiem padła krzyżem przy kolebce i złożyła ślub, że pójdzie na pielgrzymkę do Częstochowy, jeśli tylko dziecko powróci do życia. Rodzicami chrzestnymi było „dwoje ubogich” najpewniej z chłopstwa pańszczyźnianego.
Wychowaniem córek jak już wspomniałem zajmowała się matka. Mała Marianna miała ściśle uporządkowany dzień. Był w nim czas na słuchanie, a później samodzielne czytanie żywotów świętych, był czas na naukę, zabawę i modlitwę. Siedmioletnia Marianna przyjęła I Komunię Św. Do siódmego roku życia zawsze modliła się z kimś, natomiast po I Komunii Św. pozwolono jej na samodzielną modlitwę. Najchętniej modliła się wczesnym rankiem i późnym wieczorem, kiedy wszyscy poszli już spać. I właśnie te chwile spędzane sam na sam z Panem Bogiem najbardziej ceniła sobie przez całe życie. Dzięki pobożności swej matki Marianna często przyjmowała komunię św. w kościele w Zakliczynie we wszystkie święta,
w święta maryjne i święta licznych patronów.
Patrząc na taki sposób wychowania dzieci, przez przykład świątobliwej matki, nie dziwi fakt, że z sercu obydwu córek zrodziło się powołanie do życia zakonnego. Starsza z córek – Elżbieta postanowiła pójść do klarysek w Starym Sączu, na co otrzymała zgodę i błogosławieństwo ojca, Piotra Marchockiego. Tam przybrała sobie imię zakonne Kunegunda.
Zupełnie inaczej było z młodszą córką Marianną. Ojciec nie chciał nawet słyszeć o jej pójściu do zakonu, a już w ogóle do klasztoru karmelitańskiego, o czym marzyła Marianna. Chcąc wybić jej z głowy pójście do zakonu postanowił wprowadzić ją w świat życia dworskiego, by w ten sposób ułatwić jej znalezienie sobie męża. Często zawoził ją na zamek Lubomirskich w Wiśniczu, by tam zażyła dworskiego życia
i przestała myśleć o klasztorze. Niestety wszystkie zabiegi ojca okazały się daremne. Marianna, niechętnie jeździła na te bale, a w jej sercu coraz bardziej umacniało się powołanie do karmelu. Zgoda na wybór takiej drogi życia Marianny kosztowała go bardzo dużo. Rozstanie z córkę przeżył tak mocno, że w wielkim bólu powiedział Marianne, że wolałby ją umarłą na marach widzieć i nie miałby aż takiego żalu, bo by już widział jej koniec, niż dawać ją na ustawiczne umieranie
w klasztorze, wiedzieć, że jest, a niemieć jej. Nieco mniej rozgoryczona była matka Marianny, łatwiej docierały do niej argumenty córki, ale rozstanie z Marianną przeżywała mocniej i dłużej, a tęsknotę z córką mocno odchorowała. Ostatecznie Ojciec zmęczony długim uporem córki zgodził się w 1620 roku na pójście Marianny do karmelu w Krakowie. Córka rzuciła mu się na szyję, a on powiedział „ Juże idź, gzie chcesz, porwanaś Bogu”. W karmelu Marianna otrzymała imię Teresy od Jezusa.
W 1631 roku Paweł Marchocki ciężko chory przyjechał do Krakowa i zamieszkał w dworku pod Wawelem. Córka w swoich listach zachęcała go do odbycia dobrej spowiedzi św. Karmelici często odprawiali mu w jego domu Msze Św. Zmarł 26 listopada w momencie skruchy. Został pochowany w Krakowie w krypcie kościoła św. Marcina mając 67 lat.
Życie zakonne Matki Teresy od samego początku było naznaczone trudnościami związanymi ze słabym zdrowiem, jak i z duchowymi przeżyciami rozważania Męki Jezusa Chrystusa. To właśnie podczas tych głębokich mistycznych przeżyć Męki Pana Jezusa, naznaczonych ogromnym cierpieniem, Matka Teresa postawiła sobie zadanie, które realizowała przez całe swoje życie zakonne. To życiowe zadanie zawarła w krótkiej modlitwie, którą nieustannie powtarzała „Krzyż Panie Jezu Twój, niech będzie żywot mój”. Słowa te stały się treścią całego jej życia duchowego aż do skonania.
Matka Teresa wielokrotnie pełniła funkcje przełożeńskie. Najpierw w Krakowie, później w fundacji Lwowskiej, a pod koniec życia w Warszawie. Będąc przełożoną w Warszawie szybka zaskarbiła sobie przychylność i łaskawość Króla Jana Kazimierza i jego małżonki Ludwiki Marii Gonzagi oraz innych wielkich możnowładców: Ossolińskich, Lubomirskich oraz Sobieskich, którzy właśnie u Matki Teresy szukali modlitewnego wsparcia i kierownictwa duchowego. Król Jan Kazimierz jednoznacznie przypisał Matce Teresie ratunek w bitwie pod Zbarażem i zwycięstwo pod Beresteczkiem, gdzie Matka Teresa miała się ukazać nad polskimi wojskami. /dar bilokacji/.
Z czasem jej cierpienia duchowe i fizyczne nasilają się coraz bardziej, na ich skutek nastąpił częściowy paraliż. 7 października 1651 roku w Święto MB Różańcowej Matka Teresa otrzymuje stygmaty, które towarzyszyły jej już do śmierci. Ostatecznie wyniszczenie organizmu doprowadziło do jej śmierci 19 kwietnia 1652 r. w piątek, tej godzinie, o której Chrystusa zdjęto z krzyża. Pochowano ją w małej krypcie pod ołtarzem. 19 maja w uroczystość zesłania Ducha Św. całe zgromadzenie zebrało się w krypcie przy trumnie Matki Teresy, mimo iż minął już miesiąc od śmierci, jej ciało pozostało nietknięte, zachowując swą plastyczność. Następujące później czasy to były czasy kasaty zakonów. Karmelitanki wiele razy musiały uciekać i przenosić się z miejsca na miejsce, a kiedy wyruszały w drogę zawsze zabierały ze sobą trumnę z Matką Teresą. Po powrocie karmelitanek do Krakowa trumna z ciałem Matki Teresy została złożona w chórze zakonnym, blisko kraty, tak, by wierni mogli ją adorować. Jednak w 1943 roku w obawie przed profanacją ciała Matki Teresy przez Niemców, którzy zajmowali klasztory, ciało Matki Teresy zostało pochowane w krypcie grobowej klasztoru centralnie pod głównym ołtarzem i tam spoczywa po dzień dzisiejszy.
Matka Teresa od Jezusa, Marianna Marchocka, która tu się urodziła, tu się wychowała, w zakliczyńskim kościele modliła się i przyjmowała sakramenty św. dziś jest sługą Bożą, kandydatką na ołtarze. Jej proces beatyfikacyjny na szczeblu diecezjalnym zakończył się uroczyście 24 kwietnia 2015 r. w Krakowie. Następnie cała dokumentacja procesowa został zawieziona do Rzymu i rozpoczął się proces beatyfkacyjny w Kongregacji do spraw świętych i również on został zakończony pozytywnie. By jednak Matka Teresa została wyniesiona na ołtarze potrzeba jeszcze tylko cudu uproszonego za wstawiennictwem Matki Teresy Marchockiej. Kto go ma wyprosić, jeśli nie my, jej rodacy. Powierzajmy więc Panu Bogu za wstawiennictwem Sł. Bożej Matki Teresy wszystkie nasze trudne sprawy, problemy, choroby i cierpienia, prosząc o udzielenie nam tych łask właśnie przez wstawiennictwo naszej Matki Teresy Marianny Marchockiej.
✍️ ks. Paweł Mikulski (proboszcz parafii św. Idziego w Zakliczynie)

Teresa Marchocka pozostawiła po sobie dziedzictwo świętości, zaangażowania oraz niezłomnej wiary. Jej życie i duchowe doświadczenia mogą stać się drogowskazem dla nas wszystkich, pragnących głębszej relacji z Bogiem. Jej niezwykłe zjednoczenie z Chrystusem, pomimo cierpień i trudności, pokazuje, że Bóg jest zawsze blisko nas, niezależnie od tego, w jakiej sytuacji się znajdujemy. Teresa Marchocka to postać, która jest godna naśladowania ze względu na swoje oddanie Bogu, służbę bliźnim oraz pokorę w przyjmowaniu życiowych trudności. Jej historia przypomina nam o ważności wiary oraz nieodłącznej obecności Boga w naszym życiu. Niech jej przykład inspiruje nas do większej modlitwy, posłuszeństwa wobec woli Bożej i służby drugim. Niech będzie dobrym przewodnikiem na naszej drodze wzrastania w świętości.
✍️ Maria Grzegorczyk

























