
MARCHOCKA Teresa – Sługa Boża ze Stróż k. Zakliczyna
2026-06-13
Konkurs historyczny „Prawda czy legenda?”
2026-06-15
Pod koniec okupacji i zaraz po niej urządzaliśmy przez kilka lat – w maju – nabożeństwa ku czci św. Jana Nepomucena. Jego wspomnienie liturgiczne w kościele katolickim przypada na dzień 21 maja. Zaczynaliśmy chyba 15 maja. Nie pamiętam, czy to była nowenna. Raczej tydzień – z jego końcem w dniu 21 maja, w dniu wspomnienia.
Przed pierwszym, inaugurującym nabożeństwem w 1943 r. trzeba było odnowić figurę Świętego. Moja ciotka, Kazimiera, dała spośród całego wachlarza swoich artystycznych farb olejnych w tubkach potrzebne kolory: na twarz i dłonie – kolor cielisty, na wnętrze biretu – bordowy, włosy – czerń, komżę – biel cynkową, na koronkę przy komży i aureolę z gwiazdkami – pozłotkę, na sutannę z pelerynką – na tak duże powierzchnie doskonała była czarna pasta do obuwia. Jeśli zaś kapliczka wymagała odnowienia (miało to miejsce raz, lub dwa razy) – z początkiem maja chodziliśmy po domach z listą zbierając w tym celu od mieszkańców symboliczne datki. Następnie prosiło się p. Ignacego Łopatkę z Przedmieścia (którego mój Dziadek często angażował do prac w gospodarstwie) – on wyrównywał w kapliczce ewentualne ubytki, kupował wapno z ultramaryną do bielenia oraz brązowy lakier
na balaski. Po jego pracy kapliczka wyglądała jak nowa.
Potem chodziliśmy w kilka osób (ja, mój Brat, Kazek Flakowicz , Kazek Ściborowicz lub jego brat – Jerzy) do Lasu Drużkowskiego i przynosiliśmy stamtąd trochę młodych samosiejek oraz gałęzi dla przyozdobienia kapliczki. Mój Ojciec znalazł w domu w archiwum organistowskim po dziadku (który był organistą w kościele przez 64 lata) stare śpiewniki (jeden z nich pochodził z połowy XIX w.) dostarczając nam dwie pieśni i litanię ku czci św. Jana Nepomucena. Pamiętam obie.
W następnym, 1944 roku – korzystając z nowo przyswojonej wiedzy o elektryczności (zdobytej od ekipy zakładającej instalację elektryczną w kościele) – zaprowadziliśmy w niej na ten czas oświetlenie. Jeden biegun był prowadzony z najbliższego zelektryfikowanego domu, izolowanym drutem przez okno z domu Kazka – drugi podłączony do „wojtka” (tak nazwaliśmy pręt o grubości ok. 1,5 cm . długości ok. 70 cm) wbitego w kapliczce w ziemię. Było to t.zw. uziemienie. Prawdę powiedziawszy – nie było praktycznej potrzeby zakładania w kapliczce oświetlenia (jedną żarówką), gdyż nabożeństwa urządzaliśmy popołudniu. Chodziło nam raczej o ich uświetnienie. Były tam (przy wyłączniku na balaskach od strony wewnętrznej) pewne zabezpieczenia przed włączaniem oświetlenia przez osoby niepowołane. Gdyby delikwent był boso a pogoda deszczowa – mogło to skończyć się tragedią. Widocznie Święty czuwał nad tym wszystkim..
(w Krakowie, 14 czerwca 2026 r.)
Marek M i e t e l s k i (-)






